Narzekanie to moja pasja...
Blog > Komentarze do wpisu

Wierzchołek góry

Myśląc nad swoimi motywacjami i pragnieniami doszedłem do nowej definicji swojego nieszczęścia.

W moim życiu pojawiają się nowe osoby, relacje się tworzą i rozpadają. Często są tak z góry zaplanowane i zaprojektowane, ale czasem dzieje się to zupełnie niespodziewanie. Im więcej nad tym myślę, tym dochodzę do coraz smutniejszych wniosków (podobnie jak w poprzednim wpisie). Większość osób, które spotykam na drodze w swoim życiu, jestem w stanie niemal natychmiast ocenić pod względem dopasowania. Czasem do tej oceny potrzeba rozmowy. Najrzadziej szydło wychodzi z worka dopiero po jakimś okresie "bycia razem".

To prawda że ludzie są różni, mają różne charaktery, światopoglądy, czy wygląd. Są jednak pewne utarte schematy, które powodują, że ktoś intryguje, imponuje, zaciekawia i przyciąga. Ja nie mam takich cech w sobie i również rzadko to widzę w płci przeciwnej. Owszem, czasem ktoś tam się przewinie, kto przykuje uwagę i da iskierkę nadziei. Obiektywnie wartościowe osoby istnieją, ale one żyją w innym świecie, do którego ja zupełnie nie pasuję. Tak wysoko zresztą mierzyć nie mam zamiaru, bo musiałbym stać się kimś innym, niż jestem. Musiałbym nie być sobą. Tak bardzo, bardzo mocno nie być sobą.

Jaka jest więc ta definicja mojego nieszczęścia?
Ciągle czekam na to, że poznam osobę, która swoim charakterem (i wyglądem) wgniecie mnie w fotel. Czekam na kogoś, kto nie będzie miał tych wszystkich:

  • "nie wypada",
  • "mam staroświeckie podejście/poglądy",
  • "nie chcę się narzucać",
  • "domyśl się",
  • "nie piszę pierwsza",
  • "postaraj się",
  • "aha" (przewlekłe lakoniczne odpisywanie),
  • "wolę popisać zanim się spotkam",
  • "mężczyzna zaczyna się od 1,80",
  • "nie odpisuję na buźki i "hej"",
  • "Jak chcesz coś o mnie wiedzieć, to napisz",
  • "Za mało tu miejsca jest, żeby siebie opisać",
  • Cytat z Marilyn Monroe "(...) Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza (...)",
  • "Sama nie wiem czego tu szukam",
  • "Sama nie wiem co tutaj robię",
  • "Dzisiaj nie mam czasu",
  • "Jutro też",
  • "Kiedy? Może w przyszłym tygodniu",
  • "Aktualnie jestem w (obcy kraj), będę w Polsce za X miesięcy",
  • "Za tydzień/miesiąc/kilka miesięcy wybieram się za granicę za pracą.",
  • pisanie skrótami "bd, cb, tb = będę, ciebie, tobie",
  • cisza,
  • cisza,
  • i jeszcze trochę ciszy.

To nie jest nawet wierzchołek góry lodowej. To tak jakby ktoś ulepił bałwana na szczycie Mount Everestu. Znaleźć osobę, z którą można normalnie porozmawiać, bez potrzeby pajacowania, jakby się walczyło o stanowisko kierownicze w międzynarodowej korporacji, to już jest wyzwanie godne przebiegnięcia maratonu "Self-Transcendence 3100 Mile Race". A gdzie tu jeszcze pomarzyć, że dana osoba faktycznie do nas pasuje? Że zainteresowania się zgadzają, że nie przeszkadzamy sobie w poglądach, że gusta są w miarę zbliżone, czy choćby to, że czas chcemy spędzać w taki sam sposób.

Jak ja zazdroszczę tym, którzy mają "zwyklejsze" wymagania i jakoś jednak się łączą w pary.



sobota, 24 lutego 2018, malkontent3.0

Polecane wpisy