Narzekanie to moja pasja...
Blog > Komentarze do wpisu

Pogoń za króliczkiem

Często się powtarza, żeby nie szukać ideałów, bo ideały nie istnieją. Obserwując jacy są ludzie, czym kierują się kobiety i jak zachowuję się ja sam, była to dla mnie oczywista prawda. Idealnej kobiety nigdy nie znajdę, ale i tak... w pewnym sensie nadal jej szukam. Każda z osób, z którymi byłem w bliższych relacjach, miała w sobie coś z mojego ideału. Gdyby tak wyciągnąć te najlepsze pierwiastki, dodać kilka brakujących, zapakować w miły dla oka wygląd to... mógłbym napisać, że pierwsze zdanie jest fałszem. Ale nie jest. Ideały nie istnieją.

Moja pogoń za wymarzoną partnerką, to pogoń za wiatrem. Prędzej człowiek doleci do jednej z obcych gwiazd na niebie, niż ja znajdę to czego szukam. Zresztą gwiazdy przynajmniej istnieją.

Mam w sobie coś z typowego samca, lubiącego skakać z kwiatka na kwiatek. Fakt, że zmiany partnerek rzadko wynikają z mojego znudzenia się, bo powody ku temu przeważnie są ode mnie niezależne, ale... z początku lubiłem taki stan rzeczy. Lubiłem, bo było to przyjemne i dawało nowe, niezapomniane przeżycia. Lubiłem wreszcie, bo wierzyłem, że gdzieś tam istnieje ktoś przeznaczony tylko dla mnie (a ja dla niej) i że poznając dużo nowych osób w końcu ją spotkam. Cały problem polegał właśnie na przecięciu się naszych dróg i naszych własnych światów. No ale jak można spotkać kogoś, kto prawdopodobnie nie istnieje?

Czasami mój problem obrazuję sobie w myślach w pewien interesujący sposób. Niestety, moje graficzne zdolności nie pozwalają na upiększenie tego wpisu stosownym rysunkiem, więc mogę wam jedynie podać instrukcje do własnego rękodzieła, o ile umiecie rysować równe kółka. Zatem...
Najpierw zaczynamy od wzięcia kartki A4 i długopisu. Rysujemy długopisem dwa okręgi, tak aby każdy z nich zajmował mniej więcej połowę kartki i aby ledwie stykały się ze sobą krawędziami (obserwator nie może być pewien, czy stykają się, czy nie). Bardziej zboczone osoby ujrzą w tej chwili na kartce dwa cycki, ale dla nas będą to po prostu dwa zbiory ludzi. Jeden z nich (wybierając dowolnie) podpisujemy: "kobiety, którym się podobam", natomiast drugi: "kobiety, które podobają się mi". W sumie, dla zachowania rzeczywistych proporcji, okrąg pierwszy powinien być kilkukrotnie mniejszy, od drugiego, ale dla uproszczenia schematu pominąłem ten punkt (no i dziwne wyszłyby cycki, tak mocno nierówne).

Jak widać na załączonym na waszych kartach schemacie... mam problem.

Nie ma chyba dnia, aby temat ten nie przewijał się w moich myślach, przynajmniej raz. Myślę o tym zdecydowanie za często, ale pokazuje to coś jeszcze gorszego w mojej psychice. Odnoszę wrażenie, że moim największym celem życiowym i w sumie jakimś takim... warunkiem do osiągnięcia szczęścia, jest to, aby znaleźć swoją bratnią duszę i spędzić z nią resztę życia. Pomijając już kwestie, czy te okręgi się stykają czy nie, takie myślenie samo w sobie chyba za dobre nie jest. Tak przynajmniej mówi się... wszędzie. Nie powinno pokładać się swojego szczęścia w drugim człowieku. Powinno się szukać czegoś, co daje nam radość i spełnienie, ale jest tylko w nas i jest tylko od nas zależne. Pasje, hobby, marzenia o podróżach, budowanie, tworzenie, sztuka, czy choćby nawet samotne życie w Bieszczadach. Te rzeczy mogą (powinny) faktycznie dawać szczęście, a nie drugi człowiek, który nigdy nie jest taki jak tego w 100% chcemy, może zawieść, rozczarować nas, spowszednieć, czy po prostu umrzeć.

Ciężko mi jest jednak przystać na taki sposób myślenia. Nic co bym sobie wymyślił jako nowy cel w życiu i warunek do szczęścia, nie będzie miało tylu barw, emocji i spełnienia, co możliwość dzielenia każdej (no prawie każdej) chwili z ukochaną osobą.

Życie w stanie obecnym ma swoje przyjemne chwile, rozrywki i ciekawe, intrygujące momenty. Nic to jednak, kiedy nie ma z kim tego przeżywać.

Wiem, że mógłbym mieć to czego pragnę dosyć szybko. Wystarczyłoby gdybym tylko nieco przysunął drugi okrąg do pierwszego. Bardzo bym chciał móc tak zrobić, ale jest to trochę oszukiwanie samego siebie i objaw desperacji. Ja nawet może i jestem zdesperowany, ale jeszcze nie dostatecznie, aby naginać swoje zasady. Fakt, analizuję każdą poznaną kobietę pod kątem ewentualnej wspólnej przyszłości, ale robiłem to w sumie od zawsze. Takie podejście mam chyba już w genach. Wiem po prostu, że jeśli to nie będzie naprawdę ta jedyna, to nic mi jej obecność w życiu nie da. 

Pytanie tylko, czy kiedyś dojdzie do takiego stanu, że postąpię wbrew swoim zasadom i w sprzeczności ze swoimi analizami? Może to się okazać bardziej zgubne w skutkach niż obecna samotność. A może jestem w błędzie i zwykłe, szare życie, u boku kogoś na kogo "się zgodziłem", okazałoby się lepsze, niż to co mam teraz?

 

PS: Znalazłem ostatnią fajną kołysankę dla chłopaków, którą sobie ostatnimi czasy nucę. Pomaga ona nieco unieść kąciki ust i cóż... skłania do refleksji ;-)

Kuba Nycz - Kołysanka dla chłopaków

środa, 21 lutego 2018, malkontent3.0

Polecane wpisy

Komentarze
2018/02/22 19:22:28
Mega!! Ileż prawdy w niecałych 3 minutach. Obie strony się na to godzą, no chyba, że im okręgi się nie przecinają, wtedy są wyjątki ;)
-
Gość: agata, *.dynamic.chello.pl
2018/02/24 19:20:15
Naprawdę, nie na prawdę.
-
2018/02/24 19:31:58
Poprawiłem.