Narzekanie to moja pasja...
Blog > Komentarze do wpisu

Płatek śniegu, czy bug w systemie? cz. 2

Ostatnio napisałem, że "aktywne szukanie" daje ludziom możliwość poznania drugich połówek, bo w końcu jakby nie patrzeć, mimo sporych braków czy to w aparycji, czy charakterze, pary się jakoś tworzą. Napisałem też, że ja się w tej materii wyróżniam (negatywnie). Na czym to wyróżnianie polega?

Wszystko rozchodzi się o "system". Nie wiem czy to kwestia tradycji, uwarunkowań kulturowych, czy może mamy to zapisane w genach (tzn. większość z nas, bo mi się to jakoś nie trafiło), ale jest pewien zbiór zachowań, którego się oczekuje po mężczyźnie i zbiór zachowań, którego się oczekuje po kobiecie. Większość ludzi bardzo dobrze odgrywa swoje role i otrzymuje za swoje wysiłki "efekty", a jeśli nawet "efektów" brak, to chociaż zdobywają doświadczenie, które może posłużyć do ulepszania ichnich umiejętności w odgrywaniu danej im roli.

Role te oczywiście to "łowca" i "zdobycz" (czy tam "ofiara"). Panowie polują, panie, wedle swojego wyboru, uciekają lub dają się złapać. Im mizerniejsze uwarunkowania ma łowca, tym częściej jego cel mu umyka... ale z racji, że działa i się nie poddaje, to prędzej czy później trafi na taką, co uciekać nie zechce (ewentualnie może zadowolić się ranną/chorą sztuką :-P). Rola pań to czekanie i decydowanie, jak postąpić, kiedy na horyzoncie pojawi się myśliwy. Jeśli okaże się, że "ma to coś", to gramy marsz Mendelssohna, jeśli nie, to wiadomo... next! W skrócie wygląda to tak, że mężczyźni przejmują rolę aktywnych podrywaczy, a panie biernych "dam do wzięcia". Tak było, jest i zapewne będzie. Wszelkie wyjątki są tylko wyjątkami, ewentualnie "bugami" w tym całym szajsowatym programie napisanym przez naturę.

I gdzie w tym wszystkim znajduję się ja? Oj... no właśnie, gdzie tu jestem ja...

Nie wiem gdzie byłem, gdy rozdawano role, ale wygląda na to, że prawdopodobnie stanąłem w złej kolejce. Nie mam charakteru łowcy... i... tyle. Chociaż, w sumie, jest chyba jeszcze gorzej. Wychodzenie z inicjatywą jest dla mnie jak picie octu. Dziękuję, postoję. No ale jak, czemu, co, dlaczego, hmm? Ano tak wygląda jeden z moich większych problemów. Dość... dużych problemów. Ostatnia deska ratunku, jaka by mi pozostała z racji braku pozostałych atutów, w moim życiu nie istnieje.

Nie wiem. Może to jakaś choroba jest, czy da się to leczyć, czy co. To nawet nie jest nieśmiałość, tylko zwyczajna, głęboka, mocna i niepowstrzymana niechęć, do bycia tym, który zaczepia, narzuca się, walczy, stara się, zagaduje i adoruje. Jest to tak mocno zakorzenione we mnie, że aż mnie samego to zaskakuje, jak o tym myślę i tego doświadczam. O ile na początku to jeszcze można zrozumieć (w końcu pełno jest nieśmiałych facetów, więc mam jak wtopić się w tłum), ale dalej, w związku, też to daje się we znaki. Dopiero niedawno, ale jednak zaczynam uświadamiać sobie pewną rzecz. Chyba jestem "wampirem energetycznym". Chyba, bo w sumie czytając o nim, nie zauważam wszystkich objawów. To co zauważyłem u siebie, to właśnie braki w inicjatywie, ale także... fochy. Ich temat zostawię jednak na inny raz.

Wnioski jakie wyciągam z analizy siebie są bardzo niepocieszające. Nie mam prawie nic czym mógłbym przyciągnąć płeć przeciwną, taką jaką chcę.

piątek, 19 stycznia 2018, malkontent3.0

Polecane wpisy